sklepy były już pozamykane, więc tamtej nocy nie mogła niczego kupić.

Zerknęła na zegarek. Miała do załatwienia jeszcze dwie sprawy. Wstała,
– Danny tego nie zrobił!
się śpieszyć. Minęło trzydzieści sześć godzin od ostatniego uderzenia
pozbawiając go szansy na odwet lub wybaczenie. I od tego czasu zaczęła się jego zbrodnicza
– Niewiele. – Vander Zanden wzruszył ramionami, wyraźnie zaskoczony jej tonem. –
wieść, a nie jakie wiodła. Kiedy Tristan zaproponował przejażdżkę, od razu
– Quincy, przykro mi.
lista punktów szczepień we Wrocławiu liczyć. Ale nie gdzieś w akcji, gdzie mógłbym oberwać. Nie w biegu do
– Zniknął Daniel Avalon. Mieliśmy się spotkać w jego biurze dziś rano, ale sekretarka
- Nie gadaj, tylko rozbijaj.
- Poproszę z domem starców Cienisty Azyl - warknął Quincy, a po chwili
- W czwartki mam wolne - powiedział. - Jeśli nie zdołam dzisiaj, na
sparaliżowana. Nie potrafiła odpowiedzieć. Nie miała siły, żeby się ruszyć.
Kupił samochód na twoje nazwisko. Upodobnił się do ciebie, kiedy przyjechał
szkolenie z zakresu ochrony danych osobowych

- Aha.

- Jak panienka sądzi, kto by panował w Broitenburgu, gdyby panicz Henry został w Australii?
dotąd samotnej Róży.
Tammy, musisz dać mi tę szansę. Przywrócę mojej ojczyźnie dawną świetność.
odwrócił. Skupił swoją uwagę na czyszczeniu. Od czasu do czasu zerkał jednak ukradkiem na Różę, gdyż bardzo
O ile w jej życiu nadal będzie Mark.
Czym jest amortyzacja jednorazowa? Wyraz twarzy Marka nie zmienił się ani na jotę.
- Już ci mówiłem, że nie.
Obróciła misia w dłoniach. Był w sam raz. Nie za duży, nie za mały, mięciutki, z łapkami, które nie sterczały sztyw¬no, tylko poruszały się zabawnie. Na pyszczku miał trosze¬czkę krzywy uśmiech uroczego zawadiaki. Idealny miś do kochania.
- No proszę, a ja się martwiłam o swoje maniery.
- Skoro tak, to czemu władza nie przeszła na kogoś z tamtej rodziny, tylko na ciebie?
Czarnek kpi z Budki i Trzaskowskiego - Jak to?!
- No proszę, Sayre. Dzięki za fatygę. Sayre zignorowała brata, co było najlepszą linią postępowania wobec niego. - Na dole wpadliśmy na Tima Caroe - powiedział Beck. - W takim razie wiecie już tyle, ile ja. - Chris spojrzał na siostrę. - Huff o ciebie pytał. - Wiesz może dlaczego? - Nie mam bladego pojęcia. Myślałem, że ty mi powiesz. - Nie. - Może ma to coś wspólnego z twoim nagłym, zainteresowaniem fabryką. - Powiedziałam przecież, że nie wiem. Na tym zakończyli rozmowę. Zajęli miejsca w poczekalni, starannie omijając się wzrokiem. W końcu Beck wstał i oznajmił, że idzie poszukać automatu z przekąskami. Sayre odrzuciła ofertę, że przyniesie jej jakiś napój. - Pójdę z tobą - rzekł Chris i wyszedł wraz z Beckiem, pozostawiając ją w poczekalni sam na sam z jej strachem przed wizytą u Huffa. Nie mogła sobie wyobrazić skruszonego ojca, ale z drugiej strony, nigdy wcześniej nie zajrzał śmierci w oczy. Czyżby stojąc nad przepaścią i spoglądając w dół, przeraził się piekła, które na niego czekało? Czy w obliczu wiecznych mąk i potępienia, jakie były mu pisane, chciał prosić ją o wybaczenie i obiecać zadośćuczynienie za wszystkie krzywdy? Jeżeli tak, tracił jedynie czas. Sayre nigdy mu nie wybaczy. Siedziała samotnie w poczekalni, gdy pielęgniarka zaanonsowała, że może teraz odwiedzić ojca. Poprowadziła Sayre w kierunku łóżka, na którym leżał Huff, podłączony do mrugającej i popiskującej w regularnych odstępach maszynerii. Do nosa biegły rurki doprowadzające tlen. Leżał z zamkniętymi oczami. Pielęgniarka wycofała się dyskretnie. Wpatrując się w twarz Huffa, Sayre nie mogła pojąć, jak ten człowiek, który dał jej życie, zdołał tak kompletnie zniszczyć miłość córki do siebie. Pamiętała czasy, gdy była małą dziewczynką i z utęsknieniem wyczekiwała jego powrotu po pracy. Oznajmiał swoje przybycie głosem, który dudnił w przestronnych korytarzach domu, wypełniając go witalnością, której brakowało podczas jego nieobecności. Huff był sercem, które pompowało życie, dobre lub nie, w całą rodzinę. Pamiętała, że najmniejszy znak, iż ojciec ją zauważył, był dla niej cenniejszy niż prezenty, jakie dostawała pod choinkę. Pielęgnowała jego nikłą aprobatę niczym najcenniejszy skarb. Chociaż czasami Huff ją przerażał, kochała go kiedyś z całego serca, z bezmiernym oddaniem. Wtedy jednak spoglądała na niego oczami dziecka, ślepymi na jego nieprawość. Chwila, w której wreszcie przejrzała, była najboleśniejszym, odzierającym z iluzji doświadcze-niem w jej życiu. Stała koło łóżka przez kilka chwil, zanim zorientował się, że tu jest. Otworzył oczy i uśmiechnął się, wymawiając jej imię. - Dobrze się czujesz? - spytała. - Po tym, jak nafaszerowali mnie prochami... - Twój stan jest stabilny. Ciśnienie, puls i tak dalej. Skinął głową w zamyśleniu, ledwie słuchając. Patrzył na nią uważnie. - Walczyłem z matką o twoje imię, Sayre. Uważałem, że jest głupie. Dlaczego nie Jane, Mary albo Susan. Ona jednak nalegała i teraz cieszę się, że to zrobiła. Pasuje do ciebie. Sayre nie chciała oddać się razem z Huffem wspomnieniom. Byłaby to obrzydliwa hipokryzja. - To musiał być nieduży zawał, inaczej nie byłbyś teraz w takim dobrym stanie - przywołała Huffa do rzeczywistości. - Widzę, że stałaś się specjalistką od chorób serca - rzucił uszczypliwie.
Róża rozumiała jego smutny nastrój i postanowiła go pocieszyć.
przykrył ją kloszem. Usłyszał jeszcze jej ostatnie tego dnia słowa:
- Doprawdy? Nawet jeśli zanadto zaczęła wchodzić ci na głowę i zamierzasz ją zostawić, by znaleźć sobie inną, problem nie znika. Nie patrz tak, znam twoje obyczaje, już mi o nich opowiedziano.
periodontologia

©2019 www.medendo.ta-sklad.wegrow.pl - Split Template by One Page Love